Witam w piątek😊

Dzisiaj poproszę rodzica lub starsze rodzeństwo o przeczytanie opowiadania Barbary Supeł pt.: „Góra”.

Karol od rana przeglądał się w lustrze. Przymierzał ciepłe dresy, kurtkę przeciwdeszczową i nową czapkę narciarską. Choć wiele razy wędrował z rodzicami po górach, dzisiejsza wyprawa miała być naprawdę wyjątkowa.

 – Wejdziesz na szczyt na własnych nogach – powtarzali rodzice i brzmiało to trochę jak ostrzeżenie. – Sporo urosłeś od zeszłego roku i nie zmieścisz się już w nosidle.

Ale Karol nie wydawał się zmartwiony.

 „Nosidła są dla maluchów” – myślał. – „A ja jestem już bardzo duży”.

 – Jak wyglądam? – zapytał, prężąc się przed lustrem.

– Strasznie poważnie – odpowiedział tata. – Ale brakuje ci traperów. Przecież nie będziesz się wspinał w samych skarpetkach!

Karol roześmiał się i wcisnął stopy w wysokie sznurowane buty. Tata nachylił się, by je zawiązać, więc chłopiec wykorzystał moment i kątem okna znowu łypnął w lusterko. Uśmiechnął się zadowolony. Rzeczywiście – wyglądał jak prawdziwy wędrowiec!

 Tymczasem mama zabrała się do przygotowania wycieczkowego ekwipunku. Plecaki turystyczne wypełniły się różnymi sprzętami „na wszelki wypadek”. Kanapki i herbata – na wypadek głodu, płaszcze – na wypadek deszczu, karimaty – na wypadek postoju, ciepłe swetry – na pogorszenia pogody… 

– Musimy być przygotowani na różne sytuacje – wyjaśniła. Przezorny Karol pomyślał, że w takim razie on także powinien coś spakować. Pobiegł do swojego pokoju. Po chwili wrócił z plastikowym czerwonym klockiem i gumką recepturką.

– Na wszelki wypadek – wytłumaczył poważnym tonem, więc mama nie ośmieliła się zaprotestować. Spakowała klocek i gumkę do kieszeni plecaka – obok latarki, termosu i mapy. Wkrótce cała rodzina wyruszyła na szlak.

– Widzisz te schody? – Tata wskazał Karolowi strome kamienne stopnie. – Poradzisz sobie?

 – Poradzę! – wykrzyknął chłopiec i śmiało ruszył przed siebie. – W przedszkolu codziennie chodzę po takich schodach. Umiem już zmieniać nogi – zobaczcie! Prawa, lewa, prawa, lewa – podśpiewywał wesoło, akcentując każdy krok solidnym tupnięciem.

Jednak po chwili okazało się, że w górach jest więcej schodów niż w przedszkolu… znacznie więcej, chociaż z szatni do sali starszaków jest ich przecież mnóstwo! Chłopiec spojrzał w górę – stopnie prowadziły jeszcze wyżej, a szczyt wciąż niknął w chmurach.

 – Nogi mnie bolą – jęknął rozpaczliwie i obejrzał sią na rodziców.

 – Już? – Tata spojrzał na zegarek i trochę się zmartwił, bo od wejścia na szlak minęło dopiero kilka minut. Najwyraźniej zapomniał, że pod górę czas płynie znacznie wolniej.

 – Do szczytu jeszcze kawał drogi… – uprzedziła z troską mama. – Dasz radę, synku?

Karol jęknął po raz drugi. Przez chwilę zapragnął znowu być maluchem, który mieści się w turystycznym nosidle. Podszedł pod górę jeszcze kawałek. Zatrzymał się, by oznajmić, że jednak nie da rady – że boli go głowa, oko i palec i właściwie wolałby siedzieć w hotelu i oglądać telewizję… ale wtedy tata powiedział: „Patrzcie!”, i wskazał palcem widok rozciągający się za ich plecami. Karol obejrzał się za siebie.

 To było coś! Choiny o grubych pniach strzelały spomiędzy omszałych głazów i zdawały się sięgać samego nieba. Kamieniste zbocze wyglądało jak sceneria z bajki o smokach!

– Jeszcze tylko kilka stopni i będziemy szli po ścieżce – pocieszył zmęczonego synka tata. – Zobaczysz korzenie tych drzew. Wyglądają jak węże!

 – Fajnie! – wykrzyknął Karol i z nową energią ruszył przed siebie.

Mama i tata wymienili porozumiewawcze uśmiechy.

 Po chwili Karolowi wędrowało się dużo przyjemniej – zwłaszcza że za każdym zakrętem czekała go jakaś niespodzianka: a to wyjątkowo piękny widok na okolicę, a to zwalone drzewo tworzące most ponad szczeliną, a to głaz w kształcie maczugi lub jaskinia tak wąska, że mógłby się w niej zmieścić tylko on. Ciekawość pchała chłopca coraz dalej i dalej, coraz wyżej i wyżej – i nawet bolące nogi przestały mu doskwierać.

– Patrzcie! – wykrzyknął w pewnej chwili. – Tam widać jakąś bramę!

Rzeczywiście – ponad głowami wędrowców malował się kształt kamiennego łuku.

– Jesteśmy już prawie na szczycie – oznajmił tata.

Karol gwałtownie przyspieszył. Przebiegł przez bramę i znalazł się na wybrukowanym dziedzińcu. Otaczały go ruiny starego zamku! Kamienny mur porastało ciemnozielone pnącze. Obmurowane okna odsłaniały widok na osnutą mgłą okolicę.

– I jak? – Tata z dumą poklepał syna po ramieniu.

– Ekstra! – wykrzyknął chłopiec.

– Jesteś bardzo dzielny. – Mama pogładziła go po głowie.

– Moje nogi są bardzo dzielne – poprawił ją Karol. – Czy dostanę coś do jedzenia? Mama się roześmiała i podała synkowi kubek herbaty i kanapkę. Potem wszyscy usiedli na kamiennym murku, by podziwiać górskie widoki. 
 
Mam nadzieję, że podobało Wam się opowiadanie. Postarajcie się odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących treści:
- Dokąd wybierała się rodzina?

- Jakie ubrania przymierzał Karol?

- Co na wycieczkę przygotowała mama? 
- Po co mamie potrzebne były te rzeczy? 
- Co do plecaka spakował Karol?

- Jak wyglądało zdobywanie szczytu?
 - Jak nagroda czekała ich na szczycie?

Może i Wy przeżyliście podobną przygodę? Chętnie posłucham po Waszym powrocie do przedszkola😊 A może macie ciekawe wspomnienia z innych miejsc? Postarajcie się narysować co najbardziej Wam zapadło w pamięci z ostatniej rodzinnej wyprawy.

A teraz ja zapraszam na Wyprawę na północ i troszkę się poruszamy😉:

  1. Dziecko „podróżnik” porusza się po pokoju biegając we wspięciu na palcach, chodzi na czworakach lub wykonuje ślizg na brzuchu. Na hasło rodzica Podróżnicy! – jak najszybciej przyjmuje pozycję siadu skrzyżnego i naśladuje przygotowania do wyprawy:

- przeglądanie mapy – skręty głową w prawo i w lewo,

- pakowanie plecaka – skłony do przodu i na boki, sięganie po niezbędnie rzeczy.

  1. „Kurs na północ” – z pozycji przysiadu naśladujemy wspinanie się po drabince linowej, aby postawić żagle. Powoli podnosimy się z przysiadu do stania, a następnie do wspięcia na palce. Rękami naśladując chwytanie szczebelków drabinki. Po pełnym wyproście ramion energicznie wracamy do przysiadu i powtarzamy ćwiczenie kilka razy.
  2. „Foka” – przyjmujemy pozycję leżenia tyłem (na plecach) i przetaczamy się z pleców na brzuch, z brzucha na plecy kilka razy.
  3. „Poznajcie Innuitę” – może znajdziecie w domu skakankę lub dłuższą linkę, pasek… Jedna osoba na środku pokoju kręci skakanką w taki sposób, aby wirowała tuż przy podłodze. Dziecko przeskakuje nad skakanką tak, aby nie dotknęła nóg.
  4. „Renifery” – rozłóżcie w pokoju różne przedmioty,np.: krzesła, poduszki w różnych odstępach. Przy dźwiękach ulubionej piosenki dziecko – renifer porusza się slalomem między górami lodowymi .
  5. Ćwiczenia uspokajające – przy tej samej piosence maszerujemy na całych stopach wytupując rytm, następnie delikatnie idziemy we wspięciu na palcach.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  Życzę udanej zabawy i spokojnego weekendu😊    Katarzyna Stańko